piątek, 23 maja 2014

Zwiastun II

Hejoo <3

Mamy tutaj zwiastun do drugiej części tego opowiadania 


Mam nadzieje że podoba on sie wam tak bardzo jak mi ;) 

I bardzo dziękuje Dusi za to że stworzyła oba zwiastuny która na prawdę są świetne :*

niedziela, 18 maja 2014

II Chapter 6

Oczami Justina

- Roxanne kochanie, otwórz oczy...proszę, obudź sie, nie rób mi tego, nie zostawiaj mnie tu samego! - Krzyczałem jej do ucha w dłoni ściskając jej małą rączkę.

Pomimo gorącej pogody ona była zimna. Jej usta były sine, lekko uchylone. Włosy mokre, rozkładały sie po trawie. Nie wiedziałem co robić. Nie mogłem nic zrobić...

Jakiś czas wcześniej..

- Wytrzymaj jeszcze - Powtarzałem w kółko.

Za wszelką cenę starałem sie zgubić policje która jechała tuż za nami. Dziewczyna zwijała sie z bólu, kątem oka widziałem jak na jej policzkach pojawia sie coraz więcej łez. Wciskając pedał gazu zostawiłem radiowóz daleko w tyle, mocno ściskałem kierowce. Bez ostrzeżenia gwałtownie skręciłem w lewo. Głowa Roxanne uderzyła o szybę przez co głośno jęknęła.

- Przepraszam - Rzuciłem szybko nadal wlepiając wzrok w boczne lusterko.

Tym razem już nie widziałem czerwono-niebieskich świateł, a zwykłe maski innych samochodów. Uspokoiłem sie nieco choć wiedziałem że to nie koniec.

- Nie wytrzymam Justin, zrób coś! - Krzyknęła ponownie wiercąc sie na miejscu.

Nic nie mogłem zrobić, a to bolało mnie najbardziej. Zacisnąłem mocno szczękę nie odrywając wzroku od jezdni. Mogłem sobie wyobrazić co teraz czuła, a to ani trochę mi nie pomagało.

- Zapomnij o bólu, mów do mnie, patrz na mnie - Niemal od razu przeniosła swoje spojrzenie.

Przez chwile i ja na nią spojrzałem widząc kropelki potu na jej czole.

- Mów do mnie - Powtórzyłem.

Domyślałem sie że sprawiało to jej trudność, ból ją ograniczał.

- Co teraz będzie? - Odezwała sie ciężko wciągając powietrze.

Jej powieki były mocno zaciśnięte.

- Nie przejmuj sie tym teraz - Powiedziałem uspokajająco ściszając nieco swój głos.

Przez chwile było spokojnie, myślałem już że uciekliśmy im, ale nagle, po prostu znikąd za nami jak i przed nami pojawiły sie policyjne wozy. Mocniej wciskając pedał gadu próbowałem go wyprzedzić lecz w żaden sposób nie było to możliwe.

- Trzymaj sie - Przekroczyliśmy granice miasta wjeżdżając na wyboistą drogę.

Wciskając do końca gaz jechałem na równi z  radiowozem który do tej pory trzymał sie na przodzie. Policjanci zaczęli coś gadać przez duży głośnik ale ja nie skupiałem sie na tym. Moim celem było pozbycie sie ich.

- Justin.. - Jęknęła dziewczyna.

Spojrzałem w bok, jeden z funkcjonariuszy trzymał wycelowaną broń wprost na nas.

Działałem pod wpływem impulsu, przekręciłem lekko kierownice wpadając na policyjny wóz. Ten zaś stracił panowanie w jednej chwili zostając w tyle. Dwa samochody zderzyły sie za sobą. Nie zatrzymując sie jechałem dalej przed siebie..

Oczami Autorki 

Zostawiając za sobą daleko w tyle radiowozy Justin jak i Roxanne mogli odetchnąć z ulgą. Lecz to w pełni nie uspokoiło chłopaka, cały czas spoglądał w boczne lusterko, ból przez jaki przechodziła dziewczyna zmniejszył sie nieco z powodu adrenaliny krążącej jej w żyłach. 

Tu popełnili błąd. Nie zwracając uwagi na jezdnie nie mieli pojęcia że przed nimi pojawiła się droga bez wyjścia. Urwisko, którego w przepaści znajdowała sie rzeka. Ich auto jechało z taką prędkością, że nie było nawet mowy o zatrzymaniu sie we właściwym momencie. Po prostu było już za późno. Nim sie obejrzeli ich ciała bezwładnie podniosły sie z miejsc, lecąc wprost do wody. Byli uwięzieni. Zanim przeraźliwy krzyk wydobył sie ich ust, przednia część samochodu uderzyła w tafle wody przez co wielka szyba rozleciała sie na kawałeczki, ostrych jak brzytwy. Zimna woda przybrała kolor ciemnej czerwieni. Krwi przybywało, z każdej rany powstałej na ich ciałach. Nie zostało im dużo czasu. Justin walczył z ochotą wydobycia z siebie głośnego krzyku. 

Otworzył oczy nie mogąc dobrze dostrzec co dzieje sie wokół niego, czuł tylko strach. Nie przywiązywał wagi do temperatury wody, lęk jak i adrenalina zmieszane razem mu na to nie pozwalały. 

Rozłożył ręce. Nagle poczuł falujące miękkie włosy które muskały jego prawą dłoń. Niemalże od razu przebudził sie. Odwracając sie w stronę Roxanne, Bieber chwycił ją ciągnąc w swoją stronę. Nie ruszała sie. Jay wiedział że musi sie spieszyć. Wydostając sie z coraz bardziej tonącego samochodu ciągnął za sobą dziewczynę. Wierzgał nogami jak i rękami za wszelką cenę chcąc w końcu zaczerpnąć powietrza po którym nie było już prawie śladu w jego płucach. Tracił siły, lecz sie nie poddawał, nie mógł. 

Wydawać by sie mogło że to wszystko trwało wieczność, każda sekunda dłużyła sie w nieskończoność. Nie przytomna Roxy nie miała pojęcia co sie dzieje, powoli uchodziło z niej życie. Biorąc pierwszy, wielki wdech Justin spojrzał na dziewczynę. Była taka bezbronna, bardziej niż kiedykolwiek. Patrząc na nią łamało mu sie serce, w środku ogarniała go panika. Ciągnął nieruchome ciało Roxanne w kierunku brzegu. 

Chwile później, w całej okolicy można było usłyszeć rozpaczliwy krzyk chłopaka, jego błagania skierowane do Roxy. Nigdy nie czuł sie tak jak wtedy. Tracił ponownie osobę która tyle dla niego znaczyła. Próbował przywrócić ją do życia, ale na marne. Jej serce biło, jeszcze cichutko dawało o sobie znać. To ono sprawiało że krzyki Justina nie ustawały, że sie nie poddawał. Lecz patrząc na sztywne ciało dziewczyny i on zaczął umierać razem z nią...

_______________________________

Hejoo <3

Dawno nie było rozdziału za co bardzo przepraszam 

Pisząc ten rozdział tak w głębi serce miałam ochotę sie rozpłakać.. 

Mam nadzieje że wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <33

poniedziałek, 5 maja 2014

II Chapter 5

Nie mogłam sie skupić, wszystkie myśli kłębiły sie w mojej głowie nie dając mi spokoju. Na nic nie zwracałam uwagi, mimo że byłam w szkole, wśród tych wszystkich zakłamanych ludzi, to myślami byłam już z dala od wszystkich, z Justinem. Gdy lekcje dobiegły końca, czułam jak lęk czai sie we mnie. Nie wiedziałam czy dobrze robię, cały czas biłam sie z myślami.

- Roxanne - Ten głos od razu dotarł do moich uszu.

Spojrzałam na tego jednego chłopaka który zawsze powoduje że nogi sie pode mną uginają. Ruszył w moją stronę. Wzięłam głęboki oddech już po chwili stając z nim twarzą w twarz. Zauważył że jest nieco przejęty, wpatrywałam sie w jego oczy. Patrzyłam na niego i od razu przestałam sie denerwować, moja walka z myślami była zakończona.

- Podjedziemy pod sierociniec, będziesz na mnie czekać w aucie, wezmę tylko swoje rzeczy..- Mówiąc to nadal wpatrywałam sie w jego oczy, brązowe niczym czekolada.

Natychmiast na jego twarzy zagościł uśmiech, mimowolnie i ja sie uśmiechnęłam. Po chwili ciszy chłopak niepewnie chwycił mnie za rękę prowadząc mnie do jego samochodu. Widziałam jak wszyscy wokół sie na nas patrzą, nie czułam sie przez to zbyt komfortowo. Wiedziałam że pewnie znowu wymyślą sobie o mnie jakąś historie lecz to w tamtym momencie najmniej mnie obchodziło. Otworzyłam drzwi powoli wsiadając do auta. Już po chwili dołączył do mnie Justin. Nie odzywaliśmy siie do siebie, między nami cały czas panowała spokojna cisza. Nie była ona jedną z tych krępujących i dłużących sie w nieskończoność, ta która nastała pozwalała swobodnie płynąć myślą które w tamtym momencie uspokoiły sie. Lecz gdy spostrzegłam przed nami budynek sierocińca wiedziałam że w końcu muszę sie odezwać.

- Zatrzymaj sie tu - Wykonując moje polecenie od razu zatrzymał sie na poboczu gdzie duże drzewo dawało cień na cały samochód.

Wysiadłam z samochodu obdarzając ostatni raz Justina lekkim uśmiechem. Wiedziałam że teraz muszę uważać żeby nikt mnie nie zauważył. Zakrywając twarz ruszyłam w stronę tylnych okien. Szybko przebiegając przez mały dziedziniec na tyłach schowałam sie za jednym z małych krzaków. Z tego miejsca idealny miałam widok na okno pokoju gdzie jak mniemam w tej chwili przebywała Lauren. Wyciągnęłam z kieszeni stary telefon najszybciej jak potrafiłam wybierając numer dziewczyny. Nie odebrała. Ręcę zaczęły mis ie pocić, telefon wyślizgiwał mi sie  z rąk. Co chwile rozglądałam sie na wszystkie strony czy przypadkiem gdzieś w pobliżu nie ma jakiegoś opiekuna. Ponownie wybrałam numer Lauren mocno ściskając komórkę.

Modliłam sie w myślach by w końcu odebrała, nie wiedziałam co sie z nią działo. Kolejny raz odrzuciła połączenie. Panika ogarnęła moje ciało. Postanowiła mi nie pomagać. Nie mogłam uwierzyć że w takim momencie mnie wystawiła, kiedy ja jej zaufałam. Nie byłam smutna czy przygnębiona, ja byłam wściekła. Gdy skończyły mi sie wszystkie przezwiska na nie które wypowiadałam pod nosem w końcu trzeba było coś zrobić. Godzina mojego przyjścia po szkole do sierocińca powoli dobiegała końca, nie wspominając o tym że Justina nadal czekał w samochodzie. Nie miałam innego wyjścia, musiałam działać na własna rękę. Zaciskając pięści ruszyłam pod ścianę budynku błagając by nikt mnie nie zauważył. Po mojej prawej znajdowała sie rynna która była moim ratunkiem.

Ostatni raz rozglądając sie na wszystkie strony chwyciłam za nią wspomagając sie parapetem. Powoli zaczęłam sie wspinać. Z moim lękiem wysokości było to niemalże nie wykonalne, ale musiałam sie spiąć w sobie. Okno mojego pokoju znajdowało sie na drugim piętrze, niby nie daleka droga, lecz wspinając sie po rynnie może być mecząca. Zaczepiając sie o kolejne metalowe zapięcia wspinałam sie wyżej, a każde małe potkniecie przyprawiało mnie o nie mały zawał.

- Powinna już być, trzeba pojechać do szkoły - Usłyszałam głos pani Menson który przyprawił mnie o gęsią skórkę.

 Byłam pewna że mówi o mnie, przyczepiła sie do mnie i kontrolowała każdy krok. Wiedziałam ze muszę sie pospieszyć, gdy spostrzeże sie że nie ma mnie w szkole od razu zadzwoni na policje. Spojrzałam w górę widząc że parapet do mojego okna jest niedaleko. Uśmiechnęłam sie mimowolnie dalej podciągając sie choć ręce powoli odmawiały mi posłuszeństwa. W każdej chwili mogłam spaść zważając na to ze cała rynna huśtała sie pod moich ciężarem.

- Jeszcze chwila - Szepnęłam do siebie.

Wzięłam głęboki oddech budząc wszystkie swoje mięśnie do ostatniego podciągnięcia sie. Zwinnym ruchem kucałam na parapecie. Chcąc nie chcąc spojrzałam w dół a stłumiony pisk wydobył sie  z moich ust. Od razu zamykając oczy odwróciłam głowę, dopiero wtedy mogłam spojrzeć spokojnie do wnętrza pomieszczenia, nikogo nie było. Lecz okno było uchylone. Otworzyłam je nieco szerzej wskakując do środka. Odgarnęłam kosmyki włosów z nieco mokrego czoła. Mogłam chociaż przez chwile odsapnąć. Schylając sie sięgnęłam ręką pod łóżko chcąc wyciągnąć moją walizkę, lecz jedyne na co sie natknęłam to kłębki kurzu.

- A to suka - Syknęłam przez zaciśnięte zęby.

 Więc tak to sobie zaplanowała, tylko nie miałam pojęcia co jej to dawało. Spojrzałam także pod jej łóżko, lecz i tam nic nie było. Wstając na równe nogi zaczęłam przeszukiwać moja i jej komodę, lecz jak sie mogłam spodziewać tam także nic nie znalazłam. Została mi nasza wspólna szafa z której raczej nei używaliśmy. Byłam pewna że tam nic nie ma, ale dla pewności wolałam sprawdzić.

Gdy tylko uchyliłam lekko drzwiczki z szafy wyleciała cała masa broni, od różnego rodzaju pistoletów do wielkich ostrych noży. Odskoczyłam jak poparzona, zatykając uszy od hałasu który spowodowało uderzenie metalem o panele. Byłam w szoku, skąd to sie tu wzięło, czyje to jest. Podniosłam nieco wzrok widząc napis na wewnętrznej drewnianej ścianie szafy.

Niespodzianka 
               
- Lauren!? Co ty tam robisz? - Zza drzwi roznosił sie donośny głos Carly.

Spanikowana nie wiedziałam co zrobić, całe moje ciało było sparaliżowane.

- Lauren!? - Głos był coraz bliżej.

Ruszaj sie pokrako, krzyczałam do siebie w myślach. Odwracając sie na pięcie biegiem ruszyłam do okna. Otwierając go jeszcze szerzej wspięłam sie nieco. Wtedy drzwi sie otworzyły.

- Roxanne!? - Spojrzałam w dół, na dziedziniec, wysokość mnie przerażała, ale wiedziałam ze muszę coś zrobić.

  1, 2, 3.. I skoczyłam.

W jednej sekundzie poleciałam na trawę. Krzyknęłam z bólu który narodził sie w mojej ręce i promieniował do każdej kończyny. Ból nie do zniesienia, wręcz rozrywający cie, uderzył we mnie jeszcze bardziej gdy adrenalina ze mnie wyleciała.

Wiedziałam że zaraz ruszą w pogoń za mną.

- Wstawaj, wstawaj... - Cały czas powtarzałam jęcząc pod nosem. łzy polały mi sie na policzkach lecz zaciskając pięści szybkim krokiem ruszyłam w stronę Justina.

 Gdy miałam go na widoku, wysiadł z auta. Lecz szybko go powstrzymałam.

- Zapalaj silnik! - Krzyknęłam głośniej niż zamierzałam, ale przez ból nie panowałam nad tym.

Zszokowany niemalże od razu wykonał mój rozkaz. Wsiadając do samochodu widziałam jak z budynku wybiega trzech opiekunów z panią Menson na czele.

- Ruszaj - Mruknęłam układając rękę tak by najmniej bolała, lecz nie wychodziło mi to za dobrze.

- Szybciej - Poganiałam go cały czas wiedząc ze w każdej chwili za nami może pojawić sie radiowóz.

Nie zadawał pytań, skupiał sie cały czas na drodze. Spoglądał na mnie gdy jęczałam z bólu coraz bardziej.

- Będziesz musiała wytrzymać, jeszcze spory kawał drogi przed nami - Odezwał sie w końcu. Kopnęłam w deskę rozdzielcza nie mogąc wytrzymać na swoim miejscu. Łzy lały sie ciurkiem po policzkach a z wargi płynęła krew z nadmiernego jej nadgryzania.

- Nie myśl o bólu, skup sie na czymś innym, ciesz sie że nie mamy jeszcze do tego problemy z glinami. - Warknął ostro nie spuszczając wzroku z jezdni.

Wiedziałam że ta sytuacja nieźle na niego podziałała.

- Kurwa! - Krzyknął tak głośno że aż ja podskoczyłam na miejscu.

Otwarłam szeroko oczy patrząc na niego. Nie miałam  pojęcia co było powodem jego nagłego wybuchu. Dopiero gdy w bocznym lusterku zabłysły czerwono- niebieskie światła zrozumiałam.

- Zapeszyłem...

____________________________________

Hejoo <3

Nie spodziewałam sie szczerze takiego rozdziału, wena mnie nie zawodzi xd 

Przepraszam że nie było go wczoraj ale komputer mi coś nawalał także nie chciałam ryzykować jak poprzednio

Mam nadzieje że rozdział wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <3

niedziela, 27 kwietnia 2014

II Chapter 4

- Proszę, porozmawiaj ze mną - Chwyciłem ją za rękę.

- Teraz ci sie zachciało gadać, nie sądzisz że już trochę za późno ? - Stanęła przede mną, strącając moją dłoń.

Próbowałem utrzymać z nią kontakt wzrokowy lecz ona patrzyła wszędzie, tylko nie na mnie. Już wtedy wiedziałem że mnie nienawidzi, a gniew jaki przelewała w swoich słowach przyprawiał mnie o dreszcze.

- Nic nie rozumiesz.. - Zrobiłem krok w jej stronę.

- I  wiesz co? Nawet nie chce zrozumieć - Nie dała mi już dojść do słowa, omijając innych wbiegła po
schodach na górę.

Patrzyłem przez chwile na miejsce w którym przed chwila była. Wiedziałem że długo potrwa zanim mi znowu zaufa. Nikt nie powiedział że będzie łatwo. Nie mogłem jej sobie tak po prostu odpuścić, nie potrafiłem.

***

Czekałam na tą jedną dziewczynę, tą która zawsze wychodząc ze szkoły przystaje na chwile by spostrzec co sie dzieje wokół niej. Gdy myślałem już że nie było jej w ogóle w budynku, wybiegła z niego w zupełnie innym humorze niż zwykle, widziałem po wyrazie jej twarzy że musiała być nieźle zdenerwowana. Szybko wyszedłem z auta, kierując sie prosto w jej stronę. Gdy tylko mnie spostrzegła od razu przyśpieszała. 

- Roxy, poczekaj - Próbowałem ją dogonić. 

Już po chwili znalazłem sie przed nią przytrzymując ją lekko by nie uciekła mi ponownie. 

- Pozwól mi coś powiedzieć - Szepnąłem patrząc prosto w jej oczy. 

Pierwszy raz od bardzo dawna mogłem z bliska ujrzeć jej oczy. Mimo że nie było w nich tych wesołych iskierek co kiedyś to nadal były przepiękne. Nie odzywała sie, co uznałem za pozwolenie. 

- Nigdy bym cie tam nie zostawił gdybyś wtedy nie była bezpieczna, zrobiłem to dla twojego dobra.. - Otworzyła usta, pewnie chcąc mi przerwać. 

- Nie przerywaj mi - Przymknąłem lekko oczy wyjaśniając dalej. 

- Nie chciałem byś znowu przeżywała piekło z gangiem, żebyś znowu była na to narażona, wolałem byś mieszkała w miejscu gdzie nikt nie zrobi ci krzywdy, gdzie będziesz mogła prowadzić normalne życie. - Westchnąłem  mając nadzieje że mnie zrozumie.

 Spuściłem wzrok na swoje buty czekając tylko na jej odpowiedz.

- Dlaczego teraz wróciłeś ? - Zapytała sie drżącym głosem, choć domyślałem sie że znała odpowiedz na to pytanie.

- Chce cie mieć przy sobie, nawet nie wiesz jak ciężko mi było z myślą że nie mogę z tobą być cały czas. Nie mogę pozwolić żeby Jason spróbował mi cie zabrać -  Ponownie spojrzałem jej w oczy, świeciły sie od łez które w każdej chwili mogły wypłynąć na powierzchnie.

- I jak Jason znowu sobie odpuści ponownie mnie zostawisz. Nie zniosę tego drugi raz, nie jestem zabawką która sie po jakimś czasie znudzi i można ją odstawić w kąt - Zamrugała parę razy przez co parę stróżek łez popłynęło po jej lekko zaróżowionym policzku.

Szybko otarłem je kciukiem czując jak zadrżała.

- Nawet jak będziesz tego chcieć to ja i tak cie już nie zostawię - Zapewniłem ją lekko sie uśmiechając.

Ona natomiast położyła swoje dłonie na mojej klatce piersiowej odpychając mnie nieco.

- Daj mi to wszystko przemyśleć - Spuściła wzrok sama ocierając wszystkie łzy.

Pociągnęła nosem poprawiając plecak na ramieniu.

- Przyjedz jutro, dam ci wtedy odpowiedz - Powiedziała pewnie, wymijając mnie ruszyła przed siebie.

Wiedziałem że potrzebowała czasu. Nagle zjawiam sie i znowu chce ją zabrać do swojego świata, to może być męczące. Sięgając do kieszeni ścisnąłem w dłoni klucze powoli idąc w kierunku samochodu.

Oczami Roxanne

- Oszalałaś ?! - Krzyknęła Lauren od razu siadając na moim łóżku. 

- Nic nie rozumiesz, sama sie zastanawiam dlaczego ci w ogóle o tym wszystkim powiedziałam - Westchnęłam dalej pakując swoje rzeczy do niewielkiej walizki która przez ten cały czas kurzyła sie pod moim łóżkiem.

 Po paru godzinach siedzenia i patrzenia  w ścianę wreszcie zdecydowałam. Byłam świadoma że mogę żałować tej decyzji.

- Co ty wyprawiasz ? - Zignorowała mnie ponownie.

Swoimi ciągłymi pytaniami zaczynała mnie na prawdę denerwować. Zatrzymałam sie na chwile spoglądając na nią.

- Słuchaj - Przełknęłam ślinę przeczesując swoje włosy.

- Oczekuje od ciebie tylko tego byś jutro, kiedy wrócisz tutaj zrzuciła mi tą walizkę przez okno. Nikomu nic nie mówisz, tak jakbyśmy sie nigdy nie poznały, tylko o to proszę - Zapinając zapakowaną walizkę schowałam ją ponownie pod łóżko by czekała tam do jutrzejszego dnia.

- Jesteś na prawdę walnięta - Powiedziała od razu wychodząc z pokoju.

Nie zwracając na nią uwagi położyłam sie na łóżku wlepiając wzrok w sufit.

Bałam sie jutra ale musiałam zaryzykować. Nadal nie ufałam Justinowi lecz wolałam być z nim niż tkwić w tych czterech ścianach nie mogąc nic zrobić.

Przez całe życie kierowałam sie głosem rozsądku nadszedł w końcu czas by to sie zmieniło..

_______________________________
Hejoo <3

No dość szybko uporałam sie z naprawą tego rozdziału i mam nadzieje ze taka sytuacja sie więcej nie powtórzy. 

Mam nadzieje że rozdział wam sie spodobał i wyrazicie opinie w komentarzu <33

sobota, 19 kwietnia 2014

II Chapter 3

Oczami Roxanne

- Znasz zasady, od razu po szkole do domu! - Krzyknęła za mną pani Menson uświadamiając mi rzecz którą już doskonale znałam.

Miałam powoli dość takiego traktowania, coraz bardziej miałam ochotę sie postawić i szczerze powiedzieć co o tym wszystkim myślę. Poprawiając plecak ruszyłam małą uliczką w stronę szkoły. Ten dzień różnił sie od innych tylko temperaturą, było o wiele bardziej duszno niż zwykle. Podwijając rękawy spostrzegłam wielki budynek w którym miałam zmarnować kolejne godziny swojego życia. Inne dzieciaki z gimnazjum jak i liceum powoli wchodzili do środka, nie śpiesząc sie zbytnio. Do dzwonka zostało sporo czasu. Wkroczyłam spokojnym krokiem na dziedziniec kierując sie prosto do drzwi.

- Tęskniłaś za mną ? - Ten głos sprawił że wszystkie mięśnie mojego ciała sie spięły, stanęłam w miejscu nie mogąc zrobić nawet maleńkiego kroku.

Przechyliłam lekko głowę w bok widząc niedaleko czarnego vana. Tego z którym wiąże tyle złych wspomnień, tych których chciałabym zapomnieć. Zacisnęłam mocno powieki czując zimną dłoń na moim odkrytym ramieniu. Szybko jakby w przypływie energii odwróciłam sie przodem do chłopaka oddalając sie nieco.

- No skarbie, wyjechałaś bez pożegnania to chociaż teraz sie przywitaj - Jego uśmiech ani na chwile nie znikał.

Gdy ja robiłam krok do tyłu, on robił do przodu. Samo patrzenie na niego przyprawiało mnie o wstręt.

- Zostaw mnie w spokoju - Z całych sił próbowałam by mój głos sie nie załamał.

Podszedł do mnie gwałtownie chwytając za dłonie.

 - Jesteś na mnie skazana już na zawsze, nie uwolnisz sie ode mnie - Syknął mi w twarz powodując że moje serce w każdej chwili mogło wyskoczyć z piersi.

Próbowałam wyrwać swoje ręce lecz jego uścisk był za mocny.

 - Puść mnie! - Zaczęłam sie rozglądać na boki chcąc uzyskać pomoc od jakiegoś przechodnia, ale w jednej chwili wszyscy sie rozpłynęli.

 Nagle po prostu znikąd przede mną stanął on. Odepchnął Jasona. Byłam w szoku, jeszcze większym niż do tej pory. Byłam niemal pewna że miałam przewidzenia.

 - Nigdy więcej sie do niej nie zbliżaj bo jeżeli zobaczę że łamiesz moje zasady pożałujesz że sie urodziłeś -Ten głos, mimo że przelewał mnóstwo złości dotarł do moich uszu wywołując przyjemne uczucie w brzuchu.

Tak bardzo brakowało mi nawet samego patrzenia na niego.

 - Widzimy sie niedługo - Nadal stałam jak osłupiała, dopiero gdy Jason zaczął sie oddalać opamiętałam sie.

Ściskając mocniej ramie swoje plecaka odwracając sie szybko ruszyłam w stronę wielkich drzwi prowadzących do środka szkoły. Bałam sie odwrócić za siebie, bałam sie że to że tam był to tylko moja wyobraźnia. Ruszając do klasy nie mogłam uwierzyć że po takim czasie zjawił sie..zjawił sie żeby mnie obronić. Nie mogłam sie ani na chwile skupić na tematach każdej z lekcji. Moje myśli cały czas krążyły wokół Justina. Gdy w końcu udawało mi sie powoli zapominać on zjawia sie w najmniej oczekiwanym momencie zupełnie mieszając mi głowie.

O dziwo jedno pytanie męczyło mnie najbardziej..czy go jeszcze zobaczę? Z jednej strony tak bardzo tego chciałam, a z drugiej nie wiedziałam czy moje zaufanie do niego można odbudować. Byłam na niego wściekła, wściekła że przez niego teraz przechodziłam to piekło. Walczyłam między sobą, co chwile myślałam o czymś innym, co chwile miałam inne zdanie o tej całej sytuacji. Żałowałam tego że tak p prosu uciekłam od niego, nie porozmawiałam z nim, nie dowiedziałam sie o co w tym wszystkim chodzi, lecz nie wiem czy zdołałabym mu spojrzeć w oczy. Jeszcze do tego wszystkiego dochodził mój koszmar..Jason. Spojrzałam mu w oczy i od razu w mojej głowie zagościł Ryan. Najgorsze wyobrażenie jak z zimną krwią go zabija..

Szybkim krokiem wyszłam z budynku. Nie było auta z przyciemnianymi szybami i już stało sie dla mnie wszystko jasne. To Justin mnie cały czas obserwował, to on dzień w dzień był tu. Nie rozumiałam wielu rzeczy i bałam sie że nigdy nie zrozumiem.

Oczami Justina

- Kim ty do cholery jesteś żeby mi rozkazywać?! - Krzyknąłem powoli tracąc nad sobą kontrole. 

- Potrzebny ci ktoś kto wreszcie ściągnie cie na ziemie! - Matt stał w miejscu zabijając mnie wzrokiem. 

- Ona mnie potrzebuje, teraz nie jest bezpieczna - Podszedłem do komody na której leżały klucze do auta.

- Da sobie rade...dokąd idziesz ? - Wyszedłem z pokoju ignorując jego pytania.

Nikt mnie nie rozumiał w tej sprawie. Ja po prosu chciałem mieć ja przy sobie, tylko tego pragnąłem.

- Justin! - Matthew szarpnął mnie za rękę zmuszając do kolejnego kontaktu wzrokowego.

Wziąłem głęboki wdech zaciskając zimny metal w mojej dłoni.

- Zabiorę ją stamtąd. - Powiedziałem o dziwo spokojnie już chcąc sie odwrócić gdy podniesiony głos mężczyzny mnie zatrzymał.

- I co ? Jak ona tu będzie to będziesz ją niańczył,olejesz wszystko, zostawisz nas z tym gównem samych ? - Swoim tonem przyciągnął uwagę innych z gangu.

Zaciekawieni kłótnią chcieli sie jej przysłuchać bardziej i nawet moje wrogie spojrzenia ich nie zatrzymały.

- Jeżeli będzie trzeba - Odpowiedziałem i bez żądnego już więcej słowa wyszedłem z domu.

Zbiegając po schodach ruszyłem prosto do samochodu. Od razu odpaliłem silnik i przyciskając gaz kierowałem sie w stronę jej szkoły. Miałem nadzieje ze spotkam ją tam  jeszcze choć już było nieco późno. Tak jak myślałem wokół nie było już nikogo. Przystanąłem na chwile zastanawiając sie nad tym wszystkim jeszcze raz. Byłem pewny że w ten sposób ochronie ją od Jasona. Będę sie starał najbardziej jak potrafiłem.

Musiałem tylko wymyślić dobry plan by zabrać ją jakoś z tego sierocińca. Bałem sie tego że ona nie będzie chciała ze mną nawet rozmawiać.. tak samo jak dzisiaj uciekła ode mnie, zdawałem sobie sprawę że może mnie nienawidzić za to że ją tak zostawiłem, ale ona nie zdaje sobie sprawy że robiłem to dla jej dobra. Nie czekając dłużej ruszyłem w odległą część Californii gdzie znajdował sie dom dziecka. Działałem spontanicznie, w mojej głowie nie znajdował sie żaden plan, a mimo to miałem nadzieje że wszystko pójdzie dobrze. Parkując auto niedaleko budynku, powoli ruszyłem to ogrodzenia. Otworzyłem niewielką furtkę, w każdym z widocznych okien świeciło sie światło wiec myślałem że uda mi sie z nią chociaż na chwile spotkać, porozmawiać. Zadzwoniłem do drzwi zniecierpliwieniem czekając na to aż mi ktoś otworzy. nie musiałem długo czekać, już po chwili w drzwiach pojawiła sie kobieta.

- W czym mogę pomóc ? - Zapytała z wymuszonym uśmiechem na ustach.

Niechętnie odwzajemniłem jej gest rozglądając sie na boki.

- Przyszedłem sie z kimś zobaczyć - Odpowiedziałem pewnie.

- Przykro mi ale w tym ośrodku nie ma możliwości do spotkań  z podopiecznymi chyba że zdecyduje sie pan na adopcje. - Powiedziała pewnie znaną jej na pamieć regułkę.

Wywróciłem oczami oczywiście tak żeby nie zobaczyła tego. Westchnąłem głęboko patrząc kobiecie w oczy.

- To dla mnie bardzo ważne, tylko chwileczkę chciałbym porozmawiać - Próbowałem ja przekonać, miałem nadzieje ze w końcu mi sie uda.

Zastanawiała sie przez chwile, spoglądając raz na mnie raz na ludzi w środku budynku.

- A o kogo konkretnie chodzi ?

- O Roxanne Butler - Odpowiedziałem szybko mając nadzieje że wreszcie pozwoli mi sie z nią spotkać.

- A kim jeżeli mogę wiedzieć pan dla niej jest ? - Jej wzrok przemienił sie w podejrzliwy.

Powoli zaczęła mnie już wkurzać tą swoja dociekliwością. Przełknąłem ślinę myśląc nad jakimś dobrym kłamstwem.

- Kuzynem, dowiedziałem sie że tu jest i przyjechałem by z nią porozmawiać - Prosiłem w myślach by w końcu dała sobie spokój i wpuściła mnie do środka.

Na szczęście otworzyła szerzej duże drzwi gestem ręki zapraszając mnie do środka.

- Ale macie tylko 10 minut - Odpowiedziała już bardziej niemiłym tonem, lecz nie to sie dla mnie liczyło w tamtej chwili.

Byłem szczęśliwy ze wreszcie zamienię z nią chociaż jedno słowo. Obawiałem sie tego jak zareaguje, czy zgodzi sie na mój plan, ale musiałem zaryzykować...

__________________________________________

Hejoo <3
No i mamy kolejny rozdział ;) 
Nie mogłam sie jakoś zebrać żeby go napisać no ale w końcu jest. 
Mam nadzieje że wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <33
  

piątek, 18 kwietnia 2014

Zwiastun

Hejoo <3 
Wreszcie sie doczekałam zwiastun na mój blog, jest on do I części tego opowiadanie :) 





Mi sie osobiście bardzo podoba <3 
Zwiastun do II części tego opowiadania pojawi sie wkrótce, jak uda mi sie go zamówić 
A co do rozdziału to już nad nim pracuje i jeszcze dzisiaj albo jutro dodam :*

niedziela, 13 kwietnia 2014

Informacja

Następny rozdział pojawi sie z opóźnieniem. Wyjeżdzam na pare dni z kraju i nie będę miała przy sobie laptopa także gdy wróce od razu sie zabiore za pisanie rozdziału <3